Zagłębie wygrało po raz kolejny i podobnie jak miało to miejsce w kilku poprzednich spotkaniach, zwycięstwo zapewniło sobie w końcówce meczu, udowadniając, że gra do końcowego gwizdka arbitra może być opłacalna. Nie obyło się bez komentarzy miejscowych, którzy zarzucali arbitrowi tego spotkania stronnicze prowadzenie zawodów.
Od pierwszych minut gospodarze, brak umiejętności starali się nadrobić bardzo ostrą i agresywną grą w środku boiska, co znacznie utrudniło Zagłębiu rozgrywanie piłki w tej części boiska. W pierwszej połowie lubinianie starali się przede wszystkim nie stracić bramki i nastawiali się na grę z kontry. Po jednej z nich w doskonałej sytuacji znalazł się Sławomir Pach, jednak jego strzał zza linii pola karnego minął poprzeczkę bramki.
Po zmianie stron gra nie uległa większej zmianie. Optyczna przewaga była po stronie piłkarzy z Ostrowca, jednak akcje pod bramką Madaricia należały do rzadkości. Wprawdzie tuż po wznowieniu gry Miklosik starał się zaskoczyć golkipera Zagłębia strzałem z dystansu, jednak trafił w środek bramki i nie sprawił Madariciowi większych kłopotów. Lubiński bramkarz wykazał się bardzo przytomną interwencją w 66 minucie. Wówczas to Madarić przed polem karnym w nieprzepisowy sposób powstrzymywał Bałę, za co otrzymał żółtą kartkę.
Bardzo duże oburzenie wśród gospodarzy wywołała sytuacja z 74 minuty, kiedy to w polu karnym Zagłębia, jeden z lubinian został trafiony piłką w rękę. Piłkarze KSZO domagali się odgwizdania rzutu karnego. Arbiter podyktował rzut karny, ale dopiero w 88 minucie i to po przeciwnej stronie boiska. Grzegorz Niciński wpadł w pole karne Witkowskiego i gdy zamierzał oddać strzał, został nieprzepisowo powstrzymany przez Majdę, za co zawodnik gospodarzy ujrzał czerwoną kartkę. Jedenastkę pewnym strzałem wykorzystał Ireneusz Kowalski, zapewniając tym samym swojemu zespołowi bardzo cenne zwycięstwo.
Pomeczowa konferencja prasowai:Drażen Besek: Musimy przede wszystkim pogratulować wszystkim aktorom dzisiejszego widowiska. Piłkarze obu drużyn pokazali walkę, stworzyli sporo sytuacji strzeleckich. My pod koniec meczu mieliśmy po prostu więcej szczęścia i dzięki temu wygraliśmy mecz.
Czesław Palik: Byłem szczęśliwy po otrzymaniu oferty pracy od prezesa Mirosława Stasiaka. Chciałem wrócić do Ostrowca, bo tu mam wsparcie. Przed meczem zdążyłem tylko zmobilizować zawodników do tego, by zaczęli pozytywnie myśleć, bo przecież jeszcze można uniknąć baraży. Dziś walka była naprawdę niesamowita, a nam zabrakło szczęścia. Nie chcę zrzucać odpowiedzialności na sędziów, ale jest mi przykro. Mówi się, że mężczyźni nie płaczą, a w szatni po meczu Zbigniew Czerbniak, doświadczony zawodnik, po prostu płakał. Trzeba będzie sporego wysiłku, żeby odbudować drużynę przed kolejnym meczem.